Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Szeptucha i Serwinka czyli leczenie modlitwą, słowem i czynem wspierane.

Podlasie i Lubelszczyzna to ziemia magiczna. Specyficzne krajobrazy, wiara i  leczenie.
Niezwykle klimatyczne, jedyne w swoim rodzaju. Tutaj ciągle jeszcze można zobaczyć klimatyczne stare chatki, dziwne obrzędy i wiarę w coś, co w innych miejscach wydaje się dziwne i niezrozumiałe.
Ja pochodzę z rodziny katolickiej, ślub wzięłam w Bazylice w Licheniu, jednak część z mojej rodziny otarła się o prawosławie, kościół protestancki lub luterański. Jeden mój Dziadek pochodził z ziemiańskiej rodziny, władał biegle czterema językami obcymi, grał na skrzypcach i wiolonczeli, natomiast drugi prosty, ale niezwykle mądry, gdzie w czasie wojny otarł się o Europę i Azję twierdził, że każda ziemia jest mu cenna tak samo, wszyscy ludzie i wszystkie wyznania są równe i nieważne gdzie będzie pochowany.
Ja mam podejście podobne. Może dzięki temu że w domu miałam różnorodność obyczajów, ponieważ Rodzina jest rozrzucona po całym świecie miałam styczność z różnymi wyznaniami i pochodzeniem, nauczyłam się tolerancji. W miejscu gdzie mieszkam i uprawiam grzyby wszyscy goście bez względu na pochodzenie i wyznanie są tak samo mile widziani.
To dodało mi odwagi i postanowiłam udać się do Orli.
Tam miałam styczność z Panią Wierą słynną szeptuchą. Zajechałam tam gdy jeszcze mieszkałam na drugim końcu Polski, zbaczając z drogi i jadąc na święta do Białej. Pogoda była okropna, potwornie ślisko i śniegu na zboczach po kolana. Zapewne gdyby nie terenowy samochód, w zimie bym tam nie dojechała. Drzewa i droga w Podlaskim wyglądała malowniczo i  przepięknie. Zjechałam niemal całą Europę i część Azji, ale jeszcze nigdy nie widziałam w zimie tak pięknych krajobrazów jak na pewnym fragmencie drogi na Podlasiu.
Wyjechaliśmy po pracy, jechaliśmy całą drogę by być tam nad ranem. Byliśmy po 6.00 godz. Byliśmy potwornie zmęczeni, Mąż kierował już ostatkiem sił, nie robiąc nawet przerwy na trasie.  Gdy tam zajechaliśmy, najpierw nie mogliśmy trafić, ale w końcu dojechaliśmy. Samochód zostawiliśmy na ulicy, 3 minuty drogi. Odnależliśmy domek, dość duży zadbany z anteną satelitarną na dachu, weszliśmy na podwórko i czekaliśmy w sionkach. Miejsce na ogół zadbane, w sionkach boazeria na ścianie i ławeczki gdzie można spocząć po podróży. Było małżeństwo, które chciało mieć dziecko, starszy pan, pani, matka z córką z kaszlem jeszcze jakaś rodzina również z drugiego końca Polski. Ogólnie po godzinie 6.00 rano były już pełne sionki i ludzi ciągle dochodziło. Pani Wiera ( szeptucha) pomimo wieku wydaje się bardzo energiczna. Wzywała do pokoju pojedynczo, małżeństwa mogą wchodzić razem. Pyta się o imię, wiek, skąd się przyjechało i z jakim problemem, choć to wszystko sama już wie na pamięć. Modli się używając świętych obrazów, używając imienia i problemu danej osoby. Płaci się ile łaska, podobno i tak przeznacza wszystko na cerkiew. Gdy tam weszliśmy pierwszy raz w życiu, o nas wiedziała już wszystko. Modli się głównie o wyzdrowienie, ale bywa też że i o przetrwanie małżeństwa. Na moich oczach osoba która weszła na kulach wyszła bez kul utykając, dziecko przestało się jąkać. Mężczyzna który miał jej dać grzyby, które zostawił w samochodzie oniemiał gdy spytała się czemu je zostawił. Na koniec w oczach tej energicznej kobiety można ujrzeć litość, miłość i smutek wyraz twarzy zupełnie inny niż na początku, a twarz o miłych i stonowanych rysach. Wyniki mojego męża pojawiły się diametralnie, choć nikt nie dawał na to szans. Wizyta trwała około 15 minut, ale aby się udała podobno trzeba głęboko wierzyć w wyzdrowienie.
W pobliżu Bielska Podlaskiego we wsi Pasynki w cerkwi  leczy też podobno Batiuszka. Ja nie byłam ale podobno gdy się zajedzie już wszystko wie z jaką się przyjechało chorobą.  Leczy żarliwą modlitwą, ratując podobno ze śpiączki i agonii oraz wielu różnych chorób. Podobno prześwietla ludzi niczym rentgen , gdy nawet lekarze nie potrafią postawić diagnozy on bez problemu stawia prawidłową. Podobno po jego modlitwach dzieci zaczynają się dużo lepiej uczyć, choć dostać się do niego jest dość ciężko.
W innym miejscu w pobliżu Lubartowa ( lubelskie) w miejscowości Tarło leczy tzw  Serwinka. Ludzie przyjeżdżają do niej z całej Polski i z zagranicy. Leczy złamania, zwichnięcia, zwyrodnienia stawów, kości i kręgosłupa, bóle kolan, wodę w kolanach, nastawia bioderka dzieciom. Podobno lekarze nawet do niej przyjeżdżają. Zagaduje, żartuje, w ciągu minuty łamie lub nastawia koście i o dziwo się nie myli. W oczach ma niczym rentgen. Przyjeżdżają do niej ludzie gdy lekarze sobie nie radzą. Moja mama była u niej ze złamanym palcem, nastawiła, usztywniła na jakąś deseczkę, a po powrocie do domu mama myła okna i sprzątała. Palec ma się dobrze, ma doskonałe czucie i zrósł się bardzo szybko. W pierwszej kolejności przyjmuje ciężko chore dzieci i starców od poniedziałku do czwartku id 8 do 17 i w piątki do 14.00 Jednak bywa też tak że dziennie przyjmuje nawet 70 osól czasami będąc tam o 6 rano można być 20 lub zajmując kolejkę o 23 wieczorem 4 lub 5. Kolejki tworzą się ciągle a płaci się co łaska. Informacje na ten temat można też się doszukać na forach w internecie. Dlaczego zdecydowałam się poruszyć ten specyficzny temat? Może komuś się przyda, bo ludzie szukają wszędzie ratunku.....

3 komentarze:

  1. Aranko! Jak miło trafić do Ciebie! Myślę, że w bloga tchniesz więcej zycia kiedy będziesz wstawiać zdjęcia. Bo piszesz bardzo ciekawie! Będę gościć w Sosnowej Hacjendzie tak często, jak często będziesz zapraszać postami ;)

    Serdeczności i powodzenia Alu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za miłe słowa :) Ja zamiast kwiatami zajęłam się grzybami, ale kwiaty nadal uwielbiam a ze swojej strony całkiem obiektywnie polecam Miejsce Sympatycznych Klimatów, bo naprawdę warto tam zajrzeć :)

    OdpowiedzUsuń